poniedziałek, 21 sierpnia 2017

RYCERZ I IGŁA



RYCERZ  I  IGŁA

Był sobie rycerz waleczny i srogi,
więc inni trwożnie schodzili mu z drogi;
bo na turniejach nie było od niego,
w szrankach na kopie, rycerza lepszego.

Kochał huk armat i odgłos oręża,
dzielnie bił wroga i zawsze zwyciężał.
Gdy niegdyś zamek moc wrogów obległo,
od jego miecza stu wojów poległo.

Kiedy wojaczką powracał strudzony
i stawał dumny na moście zwodzonym,
na murach grzmiały salwami armaty,
to na cześć jego wznoszono wiwaty.

Nie bał się miecza, strzał, ni halabardy,
taki zeń wojak był mężny i hardy.
Lecz kiedyś rycerz nasz przeżył katusze,
bo w bitwie ranny raz został w paluszek.

Błękitna cieknie krew z palca rycerza,
medyk w te pędy do niego więc zmierza.
I pielęgniarka w doktora gna ślady,
bo woj choć dzielny – jest słaby i blady.

Z apteczki siostra wyjmuje bandaże,
a medyk zastrzyk jej robić już każe.
I teraz rycerz – choć chłopem był wielkim –
zemdlał na widok… malutkiej igiełki.

Jak widać rycerz miał także punkt słaby.
Okazał się gorszy nawet od baby.
Rycerz się wstydzi swojej przywary,
bo gorzej kłują od igły komary.
Nie bój się wcale odważny mój smyku,
brać już w przychodni dla zdrowia zastrzyków!

Dyżurny Psychiatra Kraju
Cezary Piotr Tarkowski


CESARZ I PIWO



STO LAT!
BAŚŃ PISANA DLA PIWOSZY, BY ŚMIECH DAŁ IM MOC ROZKOSZY

  Niemoralną baśń z morałem,
  dla smakoszy napisałem,
aby wąchy mocząc w piwie,
mogli uśmiać się poczciwie.

Baśń dla mężów znakomita,
lecz niech żona jej nie czyta.
Męskie nasze wszak sekrety,
nie dla kobiet są – niestety.

Szmalu od nas chcą wciąż żony,
a tu kraj jest rozkradziony.
Wciąż te same są kłopoty –
brak pieniędzy i roboty.

Polska poszła w żyda łapska,
więc napijmy się do diaska!
Dla Polaków przyjdzie wolta,
gdy wybuchnie znów rewolta…

Łotrów Naród w mig rozliczy,
u podnóża… szubienicy!
Patrz przez kufel w beznadzieję,
a żyć będzie, kto się śmieje!

No więc bracia – cyk, sto lat!
kto wypije, ten mój brat.
A kto piwa wręcz nie znosi,
znaczy …Bolek. I donosi!

CESARZ  I  PIWO

Poszedł cesarz, Leon Bosy,
w delegację do Canossy.
Rady chciał on od papieża,
bo cesarstwo w przepaść zmierza;
a przyczyną jest pijaństwo,
które na dno stacza państwo.

Płacze teraz Leon Bosy,
w tej Canossie wniebogłosy.
Przed papieżem się ukorzył,
a ten prawdę mu wyłożył:
- Kiedy w kraju macie nędzę,
to pijaństwo zawsze będzie.
Naród głupi, bo pijany –
łatwo rządzić pijakami!
Więc Leonie, mój ty Bosy,
odmień ludu swego losy…
A na koniec, jedno zdanie:
Piwo musi znacznie stanieć!

Długo nie był w tej Canossie,
już kulasy moczy w fosie.
Nogi bose ma zmęczone,
niechaj cesarz wnet ochłonie.

Gdy się wyspał w swej komnacie,
wrzasnął gromko: - Dawać gacie!
Płaszcz cesarski i regalia,
bo kat wytnie genitalia!

Oj, nasz cesarz po Canossie,
nie jest widać całkiem w sosie.
- Wołać mi marszałka dworu,
bo ja nie mam dziś humoru!

A marszałek skacowany,
wybiegł wnet od kurtyzany.
Z lękiem mija korytarze –
co też cesarz mu rozkaże…
Gdy wzywają do Bosego,
to nie wróży nic dobrego.

- Słuchaj mordo, ty przechlana,
co przykażę ci dziś z rana:
- Niechaj w Sali wnet Tronowej,
będą wszyscy ministrowie;
miecznik, skarbnik, kasztelani
i dworzanie wciąż zachlani!

Cesarz siadł na swoim tronie.
- Posłuchajcie mnie wałkonie!
- Dziś akcyzę z piwa znoszę,
na gorzałę zaś podnoszę.
Ma czterdzieści procent czysta,
wiec akcyza – oczywista
tyleż samo miała będzie,
bo ja trzeźwość mam na względzie!

- Jedna jest alternatywa:
Zamiast sety – kufel piwa!
Już zmieniłem cen poprzeczki,
niech tu wtoczą piwa beczki!
Pyszne piwo, piwo złote,
pośród trunków jest klejnotem.
Nawet mówią to uczeni,
że ten napój trzeba cenić!

Z drożdży w piwie – witamina,
z szyszek chmielu – lupulina.
Piwo zatem uspokaja
i radośnie nas nastraja.
 Człek po piwie, podchmielony –
życiem jest wręcz zachwycony.

Piwko wielkie ma zalety,
lecz dwie wady ma niestety.
Pierwsza wada to jest taka,
że wysadzasz wciąż siusiaka…

Piwo piją w dużej mierze,
znamienici wręcz rycerze.
Gdy rycerskie rdza żre gacie,
to piwosza w nich poznacie.
Na nic towot i oleje –
pancerz w kroku wciąż rdzewieje.

Kufel piwa – wnet siusianie.
Nie pomoże nic trząchanie.
Prawdę piwosz tę pamięta:
kropla zawsze – pyk w porcięta!

Piwo lubią także babki.
Babkom kapie też z kuciapki;
bowiem piwo jest bezwzględnie,
nadzwyczajnie moczopędne.

A po latach piw spożycia,
wciąż opuszcza się tarczyca.
Mięsień piwny się wyłania
i klejnoty nam przysłania.
Ta choroba od tarczycy,
nosi nazwę więc lustrzycy.

Cieszy się znów Leon Bosy,
nawet mu odrosły włosy;
bo w cesarstwie leonowym,
nikt nie mąci wódą głowy.

Teraz myśli cesarz stary,
jak tu wzmocnić by browary.
Jedna jest tu prawda znana:
najważniejsza jest reklama!

Pijąc z kufla trunek złoty,
cesarz wziął się do roboty.
Już browary wszystkie wzywa,
na największy piw festiwal.

Na nim rolę gospodarzy,
pełnić będą piwowarzy;
a dwór cały ma podziwiać
najsmaczniejsze w kraju piwa.

Warto udział wziąć w imprezie –
każdy browar beczki wiezie.
Pierwszy stanął pod zamczyskiem
wóz, co przywiózł piwo „Tyskie”.

Za nim widać wielka beczkę,
a w niej jedzie już „Wareckie”.
Fura cała się ugina,
pod ciężarem „Okocimia”.

Straż przy bramie się uśmiecha,
bo na wozie beka „Lecha”.
„Żubra” wiozą aż z Podlasia,
a z gór „Żywca” i „Harnasia”.

Fury ciągną wciąż z daleka,
z Łomży jedzie wielka beka;
wiezie również wóz „Dębowe”-
wszystkie piwa  są markowe.

Zaroiło się zamczysko,
rozlewane czuć już piwsko.
Stoją damy i dworzanie –
każdy piwo trzyma w szklanie.

Jest rycerstwa z pięć chorągwi,
każdy pije z wielkiej stągwi,
bo jak mówią:- ze szklanicy
piwo dobre dla…dziewicy!

Dwoją się tu piwowarzy –
każdy o nagrodzie marzy.
Tych najlepszych nie brak wcale –
cesarz przyzna im medale.

Każdy browar staje w szranki –
w piwie ważna trwałość pianki.

Piwo musi być złociste,
kryształowo wręcz przejrzyste,
a najbardziej w nim się liczy
specyficzny smak goryczy.

Siedząc w Sali swej tronowej,
wciąż zachodzi cesarz w głowę;
a ma problem on nie lada,
bo grand prix by chciał dziś nadać.

Piwo cesarz wciąż kosztuje,
każda marka mu smakuje.
- Czy wyboru dziś dokona?
- Komu tytuł da czempiona?

Niechaj cesarz to rozważa,
ja mam radę dla cesarza:
Dla browaru medal złoty,
to podwójne są obroty;
bo gdy medal jest przyznany –
nie ma lepszej dlań reklamy!
Każdy płaci za reklamę,
bierz więc forsę Jaśnie Panie!
Precz z litością, żadnych targów –
zapraszamy do przetargu…

Nawet zwykły wie lebiega,
na czym przetarg ma polegać.
Kiedy gruba jest koperta,
to najlepsza w niej oferta!

A więc radzę w dobrej wierze:
ten jest frajer, kto…nie bierze!
Kto uczciwy, ten przegrany –
tak od lat już w Polsce mamy…
Nie jest cesarz łasy kasy,
zatem bose ma kulasy!

Mnie refleksja trawi z wiekiem,
że nie chciałem być esbekiem;
lecz trafiłem w dysydenty,
za co nawet nie mam…renty.
Każdy Polak, każda Polka,
winni przykład ciągnąć z „Bolka”!

Lepiej zostać sk…synem,
niż Ojczyzny wiernym synem.
Wiedzą o tym politycy –
tylko kasa dziś się liczy!

Głupi byłem więc za młodu,
przez co teraz zdycham z głodu.
Choć nie pragnę być bogaty,
chcę nadrobić nieco straty.

Jako bard wasz uzdolniony,
miewam dojścia na salony.
Często stoję też przy tronie –
porozmawiam o czempionie.
Cesarz słucha mnie, poety,
a was za nic ma – niestety.

Tak więc drodzy piwowarzy –
kto z was hojnie mnie obdarzy…
reszta jest niedomówieniem,
bo…dyskrecję sobie cenię.

Dyżurny Psychiatra Kraju
Cezary Piotr Tarkowski

piątek, 18 sierpnia 2017

CESARZ I GORZAŁA



 CESARZ  I  GORZAŁA

Chodzi cesarz, Leon Bosy
i wyrywa z głowy włosy,
bo poddani w jego państwie
pogrążyli się…w pijaństwie.

Chleją wszyscy: królewięta,
baronowie i książęta.
I sędziowie, kasztelani
w czasie pracy są zalani;
żacy, hetman, ministrowie –
myśląc że się nikt nie dowie.
Damy dworu (nawet starsze)
i księżniczki są pod rauszem.
Nawet sama cesarzowa,
w biustonoszu ćwiartkę chowa;
zaś marszałek zacny dworu –
pije co dzień dla humoru…
To szlachetnie urodzeni –
każdy z nich koniaczek ceni.

Podlejszego stanu ludzie,
smutki co dzień topią w wódzie.
Zatem byli prezydenci –
ich gorzała zawsze nęci.
Stolzman, Szogun, z nimi Bolek –
wódę chleją na humorek.
Stolzman ma świńskiego kaca,
bo na grobach się przewraca.

Miejski plebs i zwykłe chamy
(znaczy – chłopi pańszczyźniani),
kat złodzieje i przekupnie –
każdy z rana ćmagę chlupnie.

I wszeteczne piją dziewki –
mózgotrzepy i nalewki.
Służba w zamku się przewraca,
rankiem miejska straż ma kaca…
Piją zatem wszystkie stany –
Kraj jest w stanie…narąbanym.

Cesarz jest już zrozpaczony –
pije młodzież i matrony;
i rzecz całkiem niesłychana,
bo zwierzyna jest pijana.

Rycerz Bolko ma rumaka,
co zalewa w dzień robaka.
Kiedy rumak się natrzaska,
Bolko go na plecach taska.
Ale nocą zawsze zmiana –
koń jak trupa niesie pana.
Nawet koty są pijane,
bo łykają…walerianę.

Cesarz Leon jest wkurzony,
bo lud wódą odurzony
pracy się nie ima wcale.
Wojów spadło też morale.

Dziś na murach nocna zmiana,
śpi zwyczajnie narąbana;
a nad bramą, w barbakanie,
głośne słychać jest chrapanie.

Nie śpi jeden z tych rycerzy,
bo w dół rzyga z krenależy.
Rycerz wypił sam pół basa –
zaszkodziła mu kiełbasa.

Wtem się rycerz Macko budzi.
Tego śledzik w occie nudzi.
- Kto to słyszał do cholery –
by do śledzia…pić likiery?!

(A ja zawsze tak pouczam:
swej wątrobie nie dokuczaj.
Po pół litrze zakąszanie,
nie przystoi nawet damie.
Kto zakąsza – niewieścieje.
Woj  więc samą wódę chleje!
A od żarcia są choroby –
miej wiec litość dla wątroby!)

Wtem się zbudził rycerz Bolko.
Ten się zatruł snadź fasolką,
bo zakąski ciężkostrawne –
nie do wódki są wytrawnej.

Mamy chyba prawo serii,
wśród pijackiej tej koterii,
bo woj Maniek w barbakanie,
tez rozpoczął haftowanie.
Mdlą rycerza lane kluchy,
wsadził w gębę dwa paluchy.

Lecą kluski w piwnym sosie –
będą syte rybki w fosie!
Widok pawi mógł zachwycać,
lecz opadła mu przyłbica.
Napełniła się wiec zbroja,
zawartością trzewi woja.
      Lecą pawie, słychać dźwięki,
jak pokutnej duszy jęki.

Słysząc takie więc odgłosy,
wszedł na mury Leon Bosy.
Sękatego chwycił kija –
„łby wam zaraz porozbijam!”

Słychać teraz pobrzęk zbroi –
cesarz wojów kijem łoi,
skutkiem czego nasz satrapa,
tylko mocno się zasapał.

A ja pytam:- W imię czego?
Wróg nasz nie jest wszak lebiegą.
Woli zginąć, odnieść rany,
niż ma zostać obrzygany.
- To rzyganie, Jaśnie Panie –
prewencyjnym jest działaniem!

Cesarz senat rychło skrzyknął –
dosyć tego! – gromko krzyknął.
Radźcie teraz senatorzy,
jak opilstwu kres położyć!

Rada Starszych, śpiąc  w swych ławach,
jest narady nie ciekawa.
Radcy znoszą moc katuszy,
bo każdego kac dziś suszy.

A marszałek niewyspany -
(spędził noc u kurtyzany)
w marszałkowskiej ukrył lasce –
ćwiartkę pliski, w wąskiej flaszce.

Głucha cisza jest na sali,
bo każdego rura pali.
Krążą tylko tu pornosy,
wiec się wkurzył Leon Bosy:
- Co jest z wami do cholery!
- We łbach tylko wam afery!
- Radźcie szybko mi wałkonie,
bo z cesarstwa was wygonię!

Wstał więc stary podkomorzy,
ukłon w stronę tronu złożył.
- Mam ja marskość już wątroby,
chore inne też podroby.
Bym gorzały nie pił wcale,
mam półdupek z esperalem.
Tak zostałem abstynentem
i gorzałę darzę wstrętem.
Będąc zatem w opozycji,
żądam w kraju prohibicji!

Nie chciał słuchać nikt dokoła,
co przytruwa ta pierdoła.
Radcy marząc o soplicy,
chociaż secie śliwowicy,
nie zdawali sobie sprawy,
że uchwalą dwie ustawy:
                   1.
„Od Pyrlandii po Galicję,
wprowadzamy prohibicję!
A to znaczy dla waszmości –
koniec picia wódeczności!”
                      2.
„Kto zaś złamie z jegomości,
tę ustawę o trzeźwości,
to jak w Moskwie za Breżniewa,
do grodzkiego trafi chlewa!”

Tak zwą izbę wytrzeźwienia,
gdzie człek dozna poniżenia.
Nie zapomniesz nigdy wrażeń,
gdy przywloką cię tu straże.

Nie jednego tu rycerza,
przywiązano do pręgierza.
Okradają delikwenta,
bo nic ponoć nie pamięta!

Tu wyglądać będziesz nieźle,
w średniowiecznym, zgrzebnym gieźle.
Bo ten żłobek przyjacielu,
jest skansenem…peerelu!

Nie wie jeszcze Leon  Bosy,
jakie zrobił dwa bigosy.
Prohibicja, to przeżytek –
psu na budę z niej pożytek.

Kiedy wyszły dwa edykty,
w sklepach nagle zbrakło dykty.
(To alkohol przemysłowy,
z ostrzeżeniem trupiej głowy).

Ale co tam ostrzeżenia,
gdy zwyczajnej wódy nie ma.
Zatem żwawo wam donoszę,
czym szprycują się smakosze:
Denaturat – trunek przedni –
bukiet ma też odpowiedni.
Płyn borygo, politura –
smaczne są jak denaturat.

Nie jest ważne, co się wchłania –
ważna pała jest zalana!
Są więc krople żołądkowe –
te na klina – bardzo zdrowe.
Dobra woda jest brzozowa,
więc salicyl niech się schowa.

Wszystko co jest na spirycie,
kręcić może znakomicie!
Dla niektórych całkiem zdrowe,
jest… paliwo rakietowe.
Ukraińskie. Na bazarze.
Zarabiają więc…grabarze.

W sklepach już gorzały nie ma,
naród zszedł wiec do podziemia.
W handlu zaczął się ruch spory –
znikły drożdże i gąsiory.

Nie ma cukru, rurek z miedzi,
lecz jest radość wśród gawiedzi.
Będzie swojska wnet gorzała,
dla każdego – doskonała!

Żartem z ludu, jest ustawa.
Klnie wiec każdy i…nastawia.
A nocami pod księżycem,
lśnią miedziane wężownice.

Ogień pali się pod garem,
zacier zmienia się już w parę.
Ta w chłodnicy stan skupienia,
na bimberek wnet zamienia.

Kap, kap – kapie płyn schłodzony,
napełniają się balony.
Jakież piękne to kapanie –
jak na lutni…elfów granie.

Teraz cesarz, Leon Bosy,
wyrwał sobie wszystkie włosy.
Nawet te, co pod pachami
i co miedzy są nogami.

To z cesarskiej jego łaski,
Naród pije wynalazki.
A nauka jest tu taka:
nie ma rady na pijaka!

Wielkie wódki są zapasy,
ale w skarbcu nie ma kasy!
Leon wie i wy to wiecie,
skąd ta dziura jest w budżecie.

Zmiękł już stary cesarzyna,
teraz łamać się zaczyna:
- Miało lepiej być – jest gorzej!
- Chyba nic już nie pomoże…

Ma za sobą opozycję,
zniósł wiec cesarz prohibicję.
Fiaskiem były więc „reformy”,
życie doszło znów do normy.

Zapełniono wódą sklepy,
znowu dymią się czerepy.
Niechaj cieszy wódka główkę,
nim odwiedzisz… odwykówkę!

Ja, kandydat do leczenia,
miewam takie przemyślenia:
- Powiadają konowały,
Że człek głupi od gorzały;
Że nie tylko ma zajoba,
ale gnije w nim wątroba!

Każdy w kraju wie lebiega,
czemu wóda zapobiega:
Pijąc dużo okowity,
to wytrujesz pasożyty.
- Jeśli łykniesz co dzień litra,
to nie będziesz mieć solitra!

Czas na wykład już panowie:
Rum na kuśkę – samo zdrowie!
Starszym panom po koniaku,
w mig buzuje krew w siusiaku.
Wiec kto koniak preferuje,
z babą żwawo dokazuje!

Aby skończyć tę tyradę,
dla smakoszy mam tu radę:
Aby zmniejszyć picia skutki,
miej na klina nieco wódki!

Świetnie również jest przy kacu,
dziewkę mieć na materacu.
Z ładną, brzydką, nawet tłustą,
podelektuj się rozpustą.
Więc zapraszam miłe panie,
gdy mam kaca…na bzykanie!

Już zbliżamy się pomału,
do konkluzji i finału:
- Jeśli musisz topić smutki,
pij markowe, polskie wódki!

A Cesarskiej Wysokości,
życzę w rządach roztropności.
Gdy jest w kraju wielka nędza,
w alkoholizm Naród wpędza.
Zlikwidować trzeba nędzę
to pijaństwa już nie będzie!

Posłuchajcie mnie pijaki –
mam ja dla was morał taki:
- Przepłucz czasem trzewia stare –
pij wódeczkę, lecz z umiarem!

Dyżurny Psychiatra Kraju,
Cezary Piotr Tarkowski