wtorek, 16 stycznia 2018

ODPOWIEDŹ NA DRAMATYCZNY LIST CZYTELNIKA, KTÓREMU SĄD ZRABOWAŁ DZIECI



ODPOWIEDŹ DYŻURNEGO PSYCHIATRY KRAJU NA DRAMATYCZNY LIST CZYTELNIKA, KTÓREMU ŻYDOWSKI, ZBRODNICZY SĄD ZRABOWAŁ DZIECI

          Po przeczytaniu tego listu, rzuciłem pisanie satyry, bo mało szlag mnie nie trafił. Żydzi rozkradli już całkiem państwo polskie, ukradli Polakom setki tysięcy hektarów ziemi, setki tysięcy nieruchomości w tym tysiące kamienic, teraz rabują polskie dzieci i sprzedają na organy oraz do burdeli dla pedofili. Sprzedają też innym żydom jako obiekty mordów rytualnych. Na wstępie proszę Czytelników o wybaczenie, jeśli użyję wulgaryzmów. Jestem pełen emocji, ponieważ tego listu nie da się czytać spokojnie. Scyzoryk w kieszeni sam się otwiera!  Sądzę, że kurewstwo wymiaru niesprawiedliwości jest znane naszym Czytelnikom. Handel dziećmi przez zorganizowane żydowskie bandy  sądowe w imieniu „prawa” też. Takich spraw jest w Polsce setki, ile nie tysiące. Pamiętajcie – każdego z nas może to spotkać! Dziś możecie mieć pracę , jutro nie! Dziś macie dzieci, jutro chazarska banda może je sprzedać! Bo mało chazarskim sędziom pensyjek w wysokości ministerialnych apanaży, muszą jeszcze handlować żywym towarem! No cóż, tą profesją zajmują się od zawsze. Od czasu powstania państwa chazarskiego zajmowali się rabunkiem i porywaniem w niewolę sąsiadujących z nimi Słowian – Rusinów i Bułgarów.  W XVIII i XIX w., to bydło chazarskie polowało na Murzynów w Afryce i sprzedawało ich w Ameryce, gdzie również tylko oni zajmowali się handlem niewolników. Teraz Chazarowie nazywają siebie żydami, co jest podstawą ich podstawowego kłamstwa. To bydło nie jest narodem semickim, więc niech nas nie nazywają antysemitami. To oni są największymi antysemitami i mordercami narodów semickich. Ale o tym napiszę kiedy indziej.
           Zajmijmy się dziś potomkami Chazarów, którzy rozwalają nasze prawodawstwo oparte  do niedawna na prawie rzymskim, albo przedstawicielami wymiaru niesprawiedliwości, którzy dokonują przestępstw naciągając istniejące prawo. Prawo złe i coraz gorsze, bo nie oparte na prawie naturalnym. Prawo, które pozwala Chazarom na wszystko. Otóż „rząd” Szydło (cały rząd) wyjechał do Izraela i tam podpisano najbardziej antypolskie porozumienia w naszej dramatycznej historii. Jednym z punktów tego „międzypaństwowego” układu jest całkowita abolicja dla wszystkich chazarskich dzikusów zamieszkujących nasz zniewolony kraj. Czyli w Polsce chazarstwo może dokonywać wszelkich przestępstw, bo polskie sądy nie mogą żyda pociągnąć do odpowiedzialności. Za żadną, nawet największą zbrodnię. Więc cóż tu dopiero jakiś handel dziećmi? Toż to tylko dobry interes!
           W większości prawnicy tworzą klany rodzinne od  pokoleń. Znam te sprawy bardzo dobrze, m.in. od byłego prokuratora, wspaniałego Polaka, Narodowca i Patrioty, który nie mogąc ścierpieć zbydlęcenia wymiaru niesprawiedliwości, wyjechał do Niemiec i tam pomaga prawnie polskim emigrantom z tamtejszym wymiarem niesprawiedliwości. Bo w Niemczech, choć jest dużo mniejsze kurestwo, to jednak jest. Jak w każdym kraju, gdzie do rządów dopchało się bydło antyludzkie. Mam również dokumenty wielu sprawek chazarskich, które dopiero będą ujawnione po mojej nienaturalnej śmierci. A Czytelnikom mówię: jestem z rodziny długowiecznej. Moja Mama mając skończone 93 lata  i chodziła ze mną do kościoła. Głucha jak pień, czasem upierdliwa, ale dużo czytała i wiedziała  co czyta. Zmarła mając skończone 95 lat.  Nie jestem tak naiwny jak bohaterski, św. pamięci pan Lepper, którego zamordowali rządzący żydzi rozkradający Polskę. Oczywiście mogą mnie nękać rewizjami, ale ja znam lepiej zasady konspiracji niż ich eksperci. Na terenie Polski są tylko fotokopie. Jest to jakby gwarancja mojego bezpieczeństwa. Nagrania politykierów z podsłuchów jakie ostatnio usłyszała opinia publiczna, to pikuś do tego co zostało nagrane, sfotografowane i przez tych baranów napisane. Dla przykładu, opublikowałem dn. 16 listopada 1998r. w „Trybunie” artykuł pt.” Skuteczni, choć nie uczciwi” z fakturą na druk ulotek wyborczych z kasy gminy Ursus przez miejscowych kacyków w tym byłego burmistrza. Nie mogłem opublikować tego artykułu gdzie indziej, bo złodzieje należeli do ZCHN. Jednak w „Trybunie” nie tak łatwo puścić artykuł komuś z zewnątrz. Musiałem na kogoś się powołać. A ponieważ znałem trochę żydów z górnej półki, to oświadczyłem, że znam Jaskiernię, Millera (ten żydem nie jest, tylko dla nich pracuje) i rodzinę Wiatrów, którzy byli dobrze osadzeni w SLD i mogą o mnie poświadczyć. No, takie znajomości wystarczyły, więc red. Rolicki bez problemu na publikację się zgodził. Zrobiła się z tego niesamowita chryja, bo po ukazaniu się artykułu, zadzwonił do mnie red. Frydrychowicz i wrzeszczy tak: - „Coś pan kurwa narobił! Wpierdoliłeś nas pan na mukę! Wiesz pan gdzie oni drukowali te ulotki!?” Ponieważ nie tak łatwo mnie czymś zaskoczyć odpowiedziałem z udawanym strachem: - Panie redaktorze, Na Boga (!) – nie wiem…
          -Panie, oni drukowali u naszego człowieka w Michałowicach! (To miejscowość w bliskim sąsiedztwie Ursusa).
       -A kim on jest, jeśli to „nasz” człowiek? W okolicy znam wszystkich – skłamałem.
        -To były pułkownik SB (może WSI – nie pamiętam) – ryknął Frydrychowicz.
        - No tak lukratywnych znajomości to ja nie mam – odpowiedziałem.
        - Musisz pan napisać sprostowanie!
     -Pocałujcie mnie towarzyszu w dupę! – zakończyłem rozmowę tak, jak winno odpowiedzieć się towarzyszowi.
          Powróćmy jednak do klanów prawniczych. Oczywiście nie wszyscy należą do klanów, ale większość tak. Tatuś albo dziadziuś wysyłał Żołnierzy Wyklętych na śmierć, dziś w „demokratycznym” państwie, następcy wyrażają swoją nienawiść do Polaków inaczej. A o przykładach tej bezgranicznej nienawiści trzeba pisać stale, mimo, że odwracają kota ogonem i wymyślili artykuł niby prawny „o sianiu nienawiści”. Ale, ale – o handlu polskimi dziećmi przez żydowskie gangi w sądach, opowiada matka Michała Boniego w książce napisanej przez p. Albina Siwaka pt. „Chciałbym dożyć takich dni”. Tam to jest opisane jak żydostwo handluje dziećmi w Warszawie. A więc to nie jest proceder uprawiany tylko w Stalowej Woli. Gdzie w sądzie żyd, a nie ma takiego sądu gdzie by tego tałatajstwa nie było, tam handel dziećmi.
        Trzeba czytać literaturę, np. „Zatrute źródło masonerii” autorstwa ks. Tadeusza Kiersztyna. Tam też jest o handlu dziećmi, a nawet ich porwaniach, aby ludzkie śmieci mogły dokonywać na nich gwałtów, a po wielokrotnym zgwałceniu mordów rytualnych. Polska nie jest wyjątkiem, ale w Ameryce znika bez śladu ok. 100 000 osób, szczególnie dzieci. No cóż, „nasze” sądy muszą iść z postępem! Ktoś w imieniu „prawa” musi dzieci porywać i sprzedawać do różnych celów. Takim handlarzom należy robić zdjęcia i ustalać ich miejsce zamieszkania. Przyjdzie czas rozliczeń i to nie żydzi będą rozliczać, tylko ludzkość umęczonego świata.
        Tutaj chciałbym tylko dodać, że ks. Kiersztyna za niesienie prawdy bydlaki zamordowali. Tym razem była to ciężarówka, najbardziej wygodny instrument zabijania. Bo nawet jeśli człowiek nie zginie od razu, to można podać pawulon, albo dobić w szpitalu.
         Dość długi ten tekst, bo mogłem wysłać tylko radę. Nie odpowiedź, a radę. No bo przecież Polakom Kneset zafundował syjonistycznego, chanukowego rezydenta! Do niego trzeba wysłać list. Nie tylko w tej sprawie! Cóż, można wysłać, ale odpowiedź już znam. Trzeba wysyłać takie listy, byście się przekonali jak Aaron Figenbaum nienawidzi Polski i Polaków! Zobaczycie jak on będzie działał w Waszej obronie. O nieszczęśni – mieliście nadzieję na zmiany. Na pozytywne zmiany których dokona wnuk banderowskiego zbrodniarza, zięć polakożercy, renegat przezywający naszą Ojczyznę Polin. Ale cóż, nadzieja umiera ostatnia. Ja w każdym razie (mimo wszystko) życzę naszemu Czytelnikowi odzyskania dzieci. Szczęść Boże!
 
Cezary Piotr Tarkowski
Dyżurny Psychiatra Kraju

Jeszcze pragnę przekazać swoim Czytelnikom, że nie jestem w stanie odpowiadać wszystkim, kto do mnie napisze na Facebooku, bo po pierwsze nie potrafię się tam poruszać, a po drugie powinienem pisać artykuły. Mam też inne obowiązki. Jeśli ktoś naprawdę potrzebuje do mnie napisać, to proszę, zawsze odpowiem. Pozdrawiam, Cezary

PRZYGODA NA GÓRCE



        PRZYGODA NA GÓRCE

Przyszła zima zaśnieżona,
a z nią sanna wymarzona.
Przedszkolaki od poranka
tylko jeździć chcą na sankach.

A więc każde teraz dziecko,
biegnie rano za miasteczko.
Tam jest górka jak marzenie,
bo niemałe to wzniesienie.

Każdy chłopiec, czy dziewczyna –
najpierw się pod górkę wspina.
Chwilę później wielka frajda,
bo szus na dół i… hajda!

Idą w górę Antek, Hanka,
aby zjechać w dół na sankach.
Pod płozami lód aż zgrzyta –
ależ jazda znakomita!

Tutaj także mała Marta,
uczy jeździć się na nartach.
Czasem dobrze już szusuje,
częściej pupą… śnieg szlifuje.

Każdy zjeżdża w dół ze śmiechem,
bo zabawa tu jest w dechę.
Lecz nie dosyć nart i sanek,
bo wymyślił konkurs Franek.

Właśnie obaj z dużym Zdzichem,
przytaszczyli wielką michę.
- Kto w dół zjedzie w tej miednicy –
na nagrodę może liczyć!

- Ja w tej misce zaraz zjadę,
jeśli dacie czekoladę…
Bolek mrugnął tu do Oli
i do michy się wgramolił.

Całe o tym wie przedszkole,
że ten Boluś lubi Olę.
Nawet kraczą o tym wrony –
Bolek Oli – narzeczonym!

Chłopcy miską zakręcili,
na dół Bolka w niej spuścili.
Już po zboczu micha śmiga,
kręcąc w kółko się jak fryga.

Wszyscy głośno już się śmieją –
oto bobslej z karuzelą!
Nikt nie myślał, że ta miska,
jest pod spodem taka śliska.

Na wybojach jęczy głucho –
dziwny pojazd, niczym …UFO!
Kilka razy podskoczyła,
wreszcie w zaspie się zaryła.

Wtem zapadła martwa głusza –
Bolek w misce się nie rusza.
Z trwogą wszyscy na saneczkach,
jadą na dół do Boleczka.

A zuch siedzi w misce na dnie –
nie wie gdzie jest tak dokładnie.
I przewraca tak oczami,
jakby całkiem był pijany.

Wszyscy teraz się pytają:
- Gadaj Bolek – co się stało?
A on z michy się gramoli –
nic takiego – pupa boli!

Chłopcy lubią sport, zawody
i niezwykłe mieć przygody;
ale trzeba im bezsprzecznie
zawsze bawić się bezpiecznie!


Cezary Piotr Tarkowski

sobota, 13 stycznia 2018

WYWIAD Z JURKIEM



WYWIAD Z JURKIEM

           Dziennikarz: - Szczęść Boże!
          Jurek: - Się ma!
          Dz.: - Chwali się pan w telewizorze, że w tym roku pańska Orkiestra znowu pobiła rekord w zbiórce pieniędzy.
          J.: - Nie gadaj do mnie „pan”, bo żeby być panem, to trzeba mieć kasiorę. A zabraliśmy w tym roku ponad 40 milionów – ładnie, co?
          Dz.: - No to nie masz pieniędzy? Przecież twoja Fundacja oficjalnie przeznacza ponad 7% zebranej kwoty na pensje. Nie oficjalnie wychodzi ok. 13 milionów za jednym pociągnięciem. Jednak chodzą słuchy, że to też niepełna sumka!
          J.: - No właśnie – to zwykła zawiść. Tacy są Polacy. Nie potrafią sami nic zorganizować, a jak ktoś wykombinuje coś mądrego, to psy na nim wieszają! – A co to jest te marne  miliony do podziału na kilkanaście osób?
          Dz.: - Kto pracuje w twojej Fundacji?
          J.: - Jak to kto? – Moja kobita, syn, synowa, córka, zięć, teściowa, szwagier, kuzynki! Każdy wie, że z rodziną, to najlepiej wychodzi się na zdjęciu.
          Dz.: - No chyba rodzina nie może na ciebie narzekać?
          J.: - Jak to nie? Ciągle pyskują, że za mało im płacę. Każdy chce coraz lepszy samochód, coraz większy dom i tylko łapy wyciągają po kasiorę. Zamiast okazać wdzięczność, to plotkują, że większość kasy biorę dla siebie i mam inne profity.
          Dz.: - A nie masz?
          J.: - To tajemnica handlowa firmy.
          Dz.: - Rozumiem. Ale wiadomo, że zakupów sprzętu dokonujecie dopiero na jesieni, aby przed następną zbiórką pieniędzy narobić szumu reklamowego, jaki to jesteś wspaniały i pomysłowy.
          J.: - No przecież muszę mieć czas na przeprowadzenie przetargów za granicą, bo w Polsce żadnego sprzętu już się nie produkuje!                                 
          Dz.: - A jak odbywają się te przetargi?
          J.: - Tak jak wszystkie przetargi w naszym kraju! – Oferta, to koperta!
          Dz.: - Przecież mówiłeś, że przetargi odbywają się za granicą…
          J.: - Za granicą dobrze wiedzą jak w Polsce odbywają się takie imprezy, więc nie ma problemu. Tak właśnie odbywała się „reprywatyzacja” w naszym kraju. Żyd kupował fabrykę oficjalnie za milion dolarów, ale musiał dać 100 milionów łapówek politykom. A co ja gorszy?
          Dz.: - No tak. Pozostaje jeszcze pytanie, gdzie znajdują się zebrane w czasie Bożonarodzeniowym pieniądze. – Trzymasz je w sejfie?
          J.: - W sejfie? Zaraz by mnie okradli. Przecież Polacy to złodzieje! A pieniądze muszą na siebie pracować, więc leżą w banku.
          Dz.: - Na jaki procent?
          J.: - Tajemnica handlowa.
          Dz.: - Kto bierze odsetki?
          J.: - Ty, odwal się, dobrze? – Nie dość, że przez 2 dni głos sobie zdzieram, haruję jak wół, to jeszcze się jakiś pierdół czepiasz!
          Dz.: - Dobrze, już się nie czepiam. Ale w Polsce jest Caritas. Oni zbierają prawie dziesięć razy więcej pieniędzy, nie mówiąc już o prowadzeniu darmowych stołówek dla tysięcy głodujących, zbiórce darów pod postacią żywności i odzieży. Pracują cicho, bez rozgłosu jakby w cieniu wielkiego Owsiaka, a na wypłaty setek pracowników wydają ok. 3% swoich wpływów. – Dlaczego tak mało?
          J.: - Bo Caritas, to instytucja kościelna. A jak wiadomo – klechy to sknery!
          Dz.: - Cały czas jesteś na topie. Ciągle widać cię w telewizji, słychać w radio. – Czemu media milczą na temat Caritasu?
          J.: - Bo ja mam charyzmę! Młodzież mnie uwielbia!
          Dz.: - Za Woodstock?
          J.: - A jak! Ale przede wszystkim za tolerancję!
          Dz.: - No, jakoś mieszkańcom Kostrzyna, ten wasz Przystanek Woodstock jawi się z najgorszym plugastwem.
          J.: - Bo tam nietolerancyjne Pyry mieszkają!
          Dz.: - A nie uważasz, że całe zło wynika z twojego hasełka – „róbta co chceta”?
          J.: - Co ty pieprzysz, to hasło, to wolność i kwintesencja postępu. Idą nowe czasy! Nawet napisałem utwór rozwijający to hasło. Jedna z kapel zaśpiewa go w Kostrzynie. – Chcesz posłuchać?
          Dz.: - No pewnie!
RÓBTA  CO  CHCETA
Starszych ludzi nie szanujta,
sprejem miasta wymalujta.
Módlta się do swych idoli
i bluźnijta, bladź do woli.
Ćpajta, pierdźta, hałasujta,
na rodziców swoich plujta!

Róbta zawsze, to co chceta -
raj na Ziemi zbudujeta!

Żyjta w ciągłym karnawale,
w szkołach się nie uczta wcale.
Zatem książek nie czytajta,
lecz pornosy ogłądajta.
Na nic zda się tu nauka -
za granicą szczęścia szukaj!

Róbta zawsze, to co chceta -
raj na Ziemi zbudujeta!

Posłuchajta mnie dziś młodzi –
zawsze trzeba se dogodzić.
Więc na moim wszak Woodstocku,
grzebta sobie wzajem  w kroku.
Róbta zawsze to publicznie –
będzie bardziej idyllicznie!

Róbta zawsze to co chceta –
raj na Ziemi zbudujeta!

Sekśta się nie tylko w krzakach,
również w szkole, na stojaka;
                                    Róbta często to też sami,
a najlepiej… z pedałami!
Śmiało życia używajta,
każdą ciążę – przerywajta.

Róbta zawsze, to co chceta -
raj na Ziemi zbudujeta!

Krzyż ze szkoły precz wyrzućta
i zbawieniem się nie łudźta.
Kościół z dala omijajta,
msze szatańskie urządzajta.
Właśnie idzie nowa era -
to jest era lucyfera!

Róbta zawsze, to co chceta -
raj na Ziemi zbudujeta!

Pijta, palta i kradnijta,
ksenofoba w mordę bijta.
A patriotów – olewajta,
i tak Polskę czeka plajta…
Słodkie życie, jak na dłoni,
niosą żydzi i masoni!

Róbta zawsze, to co chceta -
raj na Ziemi zbudujeta!

Jestem wielki ja maestro –
zagram dziś ze swa orkiestrą.
Będę wrzeszczał, żebrał, prosił,
byśta kopsli parę groszy!
Dajcie grosz dla swego żyda –
wór kasiory mi się przyda!

Róbta zawsze to co chceta –
raj na Ziemi zbudujeta

           J. – No i jak, podobało ci się?
           Dz.- No cóż, nic dodać, nic ująć! Ale to ja mam pytanie: - czy ta wielce tolerancyjna i optymistyczna piosneczka to element wciskanej nam na chama ideologii gender?
           J. – A jak! Gender to przyszłość!

           Wyszedłem z pałacu Jurka wielce zadumany. Kiedy wróciłem do swojego apartamentu składającego się z pokoju z ciemną kuchnią, wyposażonego w rozsypujące się graty i nawet bez sprawnego radia, zadałem sobie pytanie: - Jak to jest, że taki Jurek w ciągu dwóch dni wyciąga od ludzi ponad 40 milionów, a ja mając do dyspozycji swój blog, a swego czas tygodnik „Tylko Polska”, później forum „Wolnej Polski”, spotkania autorskie, nie mogę użebrać od Czytelników przez 1,5 roku 5 000 razy mniej na  wydanie trzeciej książeczki anty-gender. Jak widać, dla takiego Jurka, to jestem neptek. Co prawda jest wielu patriotycznych Czytelników, którzy nie zgadzają się z diaboliczną ideologią, ale wśród nich naliczyłem tylko (a może aż) 83 darczyńców od początku projektu wydawania bajek anty-gender, z których każdy otrzymał książki mojego autorstwa. Zdarza się, że ktoś nie podejmuje przesyłki w terminie. Wtedy muszę wnieść opłatę za zwrot przesyłki i piszę zwykły list, z zapytaniem, kiedy Darczyńca będzie w domu. W książkach z reguły piszę dedykacje. Co mam zrobić z takimi książkami?
            Tu muszę stwierdzić, że mam bogatą rodzinę i wielu pseudo-przyjaciół, których mój los tak naprawdę nigdy nie obchodził. Dlatego 5 lat temu spędziłem Wigilię mając na Wieczerzę chleb i 3 plasterki wędzonego łososia. No cóż, w końcu łosoś to ryba luksusowa, wiec ktoś może pomyśleć, iż żebrakom w Polsce powodzi się doskonale!
             Jeśli Państwo zauważyli, to od czerwca 2016 roku, opublikowałem  222 różnych tekstów na swoim blogu. Haruję więc jak to kiedyś mawiano w czynie społecznym. W ubiegłym roku miałem podjąć pracę jako stróż nocny, jednak lekarz nie podpisał mi zgody, ze względu na przebyty zawał, chorobę wieńcową i zakrzepicę. Wyraził opinię, że mogę wykitować w miejscu pracy. Dlatego ci z Państwa, którzy uważają mnie za człowieka bardzo odważnego na podstawie tekstów, które piszę, są w błędzie. Nie jestem wcale odważny. Boję się nawet stać na balkonie 7 piętra. Ja po prostu nie mam nic do stracenia. Żydów i innych grabieżców walczących z tzw. antysemityzmem niech się boją bogaci. To są dopiero tchórze!
            Ponieważ wiele osób szuka ze mną kontaktu, podaję adres: ul. Walerego Sławka 4 m. 16      02-495 Warszawa. Proszę do mnie nie wysyłać listów poleconych, ponieważ to dla mnie problem, gdyż nie zawsze mogę przesyłkę podjąć. Często bowiem przebywam poza Warszawą. Proszę też nie zwracać się do mnie z błahostkami, bo nie mam czasu na korespondencję. Pracuję intensywnie po 16 godz. na dobę. 14 stycznia kończę 65 lat, jestem schorowany, (nie wymieniłem wszystkich choróbsk) a moim najważniejszym pragnieniem jest jak najwięcej pozostawić po sobie dla innych, szczególnie dzieciom, dla których napisałem już ponad 100 bajek. Oczywiście chociaż część z nich chciałbym wydać i przekazać  najmłodszemu pokoleniu Polaków za darmo. Dlatego ponawiam apel o wpłaty  na – myślę, że szlachetny cel – wydanie bajek obcych satanistycznej ideologii gender. Każdemu wpłacającemu wyślę książki swojego autorstwa w cenie niższej niż detaliczna, minus opłata pocztowa. Jeśli otrzymam imiona, nazwiska i wiek dzieci, to załączę dedykacje.
Nr konta: 57 1160 2202 0000 0000 8513 2798
z dopiskiem „darowizna na wydanie książki”
adres mailowy: Tarkowski.cezary.pw@gmail. com

          Dyżurny Psychiatra Kraju
          Cezary Piotr Tarkowski